We łzach...

16.11.2017 18:12:19

Wiem jestem silna bo nie jedna by się po tym wszystkim załamała tylko nawet ja mam swoją granice.

*****

Wszystko powoli zaczeło się układać umowiona jestem z M. na sylwestra (mimo iż jest świetny to jego wada polega ze mnie dość często olewa... aleco mam spędzić sylwestra sama wole z nim może ten czas razem coś zmieni). Do tego odezwała się moja pierwsza miłość po chorym ex D. którego polubili rodzice... Ze myśli ciągle o mnie a postawiony pod ściana zniknięcia na zawsze z mojego życia lub spotkanie... wybrał te drugie. Nasze ostanie spotkanie było 1,5 roku temu pod koniec wakacji, poźniej kłótnia przez moją chora zazdrości (uprzedzenia po byłym) i rozmowy raz na pół roku i zero spotkań. Aż w końcu znowu ex przyjedź i się przytul... ech czy on dopuści w końcu. Powiedziałam ze kogoś mam żeby w końcu dał mi spokój a on ze koledzy mowią inaczej... "koledzy" co oni mogą o mnie wiedzieć po za obrabianiem mi dupy... wiem ze to robią ale po rozmowie z byłym jest mi jeszcze bardziej smutno. Wcześniej wiedziałam ale nie dopuszczałam tego do świadomości taki rodzaj pracy i tacy "koledzy" nie ma się czym przejmować nie ja pierwsz i nie ostatnia padne ich ofiarą. Tylko niby jestem bardziej na językach niż inni (bynajmniej tak mówi ex). Od dawna żle się tam czuje i planuje zmiane pracy ale na to trzeba czasu. Teraz musze się wziąć w garści na pocieszenie mam to ze zadzwoniłam do D. i pierwszy raz od dawna normanie rozmawialiśmy, śmieliśmy się i jakoś zrobiło mi się lepiej. Mam nadzieje ze w końcu któryś się określi i się ze mną związe na stałe

********

Niech ktoś mnie w końcu pokocha tak na zawsze... PROSZĘ

;(

Wredna Piekna <3

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło