Akt desperacji...

01.01.2018 21:58:24

Ostatecznie podjełam decyzje ze napisze do P. by jednak nie zostać tego dnia sama. Zgodził się co prawda nie miał być to typowy sylwester. Czekając aż mnie odbierze z dworca zastanawiałam się czy to był jednak dobry pomysł. Jak zobaczyłam go w aucie coś jakby wewnętrzny głos mówił mi że to akt desperacji. Niby jest przystojny, dobrze zbudowany ale coś mimo to mi w nim nie pasuje. Sama nie wiem czego od niego chce i czy to ze mną jest coś nie tak czy z nim, a może po prostu brak chemi... Ale mniejsza z tym przejdzmy dalej. Wybraliśmy się do wielkiego aqua parku początkowo mieliśmy tam zostać i świetować nowy rok ale wróciliśmy do niego. Niby wszystko było fajnie ale czuję nie dosyt.. może to głupie i jestem dziecinna ale taka już jestem. Brakowało mi go tam, byliśmy niby razem ale czułam się osamotniona. Inne pary były blisko tuliły się, całowały itp a my... my hmm nawet nie wiem jak to nazwać. Co prawda nie jesteśmy para ale po tym co stało się w nocy myślałam ze jednak da mi odczuć swoją bliskości. Jednak tak się nie stało wróciliśmy do niego a przed północa pojechaliśmy do miasta. Posłuchaliśmy może ze dwie piosenki i przywitaliśmy nowy rok. Życzył mi szcześliwego nowego roku i podarował buziaka w usta co było szokiem. Chociaż większym by był fakt ze ten czas przed i po nowym roku będę stać w jego objęciach. Tym czasem znowu czułam się samotna wśród masy par klejących się do siebie. Zaraz poo tym zabraliśmy sie spowratem nawet nie doczekaliśmy konca fajerwerek. Wracająć rozmawialiśmy uznałam ze raczej już nic się ciekawego nie wydarzy. Bynajmniej takie miałam odczucia w stosunku tego co było do tej pory. Z rozmowy wynikło ze powiedziałam ze chyba pójdziemy spać a wtedy słowa, które padły z jego ust wywołały u mnie lekkie zdziwienie. Powiedział ze skoro chce spać to położy mnie a sam skoczy do kolegi... hmmm zatkało mnie. Nie no spoko widocznie jestem na tyle nudna ze woli z nim posiedzieć niż położyć się obok i mnie przytulić. Czy jestem zła? Raczej zawiedziona, wściekła i oburzona ale udałam ze wszystko jest ok. Ze nie mam nic przeciwko przecież kolega jest na miejscu a my widzimy się raz na kilka miesiacy.... Poszłam do domu gdy on siedział w samochodzi dzwoniąc do kolegi. Pierwszy raz wtedy nie poczekałam na niego czułam się zażenowana cała tą sytuacją. Siadłam w pokoju nie wiedzać czy jeszcze wogóle przyjdzie na góre. Gdy się pojawił zapytał czy coś oglądamy widocznie kolega nie odbrał... Włączył film i po chwili zasnął.... Następnego dnia chciałam wracać ale on pytał czy nie zostane dłużej... pytanie tylko po co skoro nikt mnie nie przytula, nie mam buzi a gdy jestem woli jechac do kolegi.... Jeszcze głupie pytanie czy ma iść mnie odprowadzić na dworzec. Tego już nie popusciłam powiedziłam ze tak w zamian na pożegnanie usłyszłam ze nie chce się całować. On jest nie obliczalny... Będać już w domu zadzwonił a w słuchawce wiekszość czasu panowała cisza i jeden wyrzut do mnie ze nie chciałam zostać na dłużej... Ale ja się pytam po co...

Wredna Piekna <3

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło