Świadectwo

22.01.2018 20:21:26

Mam na imię Justyna i przez ponad rok po wyczerpaniu wszystkich "ludzkich" możliwości, modliłam się w intencji drugiej szansy dla mnie i cudownego mężczyzny u którego boku spędziłam najlepsze trzy lata w moim życiu - Mariusza.Marzyłam o tym, żeby napisać piękne świadectwo o prawdziwej miłości, wierze i nadziei. Chciałam, aby dla wszystkich osób w podobnej sytuacji było ono dowodem na to, że warto ufać jak dziecko, wbrew wszystkiemu. Wielokrotnie w tym miejscu i na innych stronach starałam się budować waszą wiarę i zachęcać do wytrwałej modlitwy o to na czym Wam zależy, z całego serca ufając, że Pan Bóg spełnia marzenia. Miałam silne przekonanie, że tak właśnie będzie, mimo że po ludzku nic na to nie wskazywało. Wzrastała moja wiara, umacniała się nadzieja i....coraz bardziej kochałam mojego byłego chłopaka.Wielokrotnie dzieliłam się moją historią w komentarzach, miałam okazję poznać Waszą opinię. Dziś mogłabym przyznać rację wszystkim niedowiarkom, wszystkim tym, którzy już ponad rok temu dawali mi do zrozumienia, że nawet Bóg nie jest w stanie zmienić [/size]tej sytuacji. A jednak nie zrobię tego. Wciąż uważam, że warto modlić się w intencjach, które nosimy głęboko w naszych sercach. Warto walczyć i wierzyć do samego końca. Nie słuchałam demotywujących komentarzy, bo zaufałam Bogu do którego należy ostatnie słowo.

Przez cały ten czas towarzyszyły mi słowa hymnu o miłości, bo właśnie taka była i jest miłość, którą darzę Mariusza. Dziś patrzę na te słowa w nieco inny sposób, odkrywając ich uniwersalność. Miłością, która wszystko przetrzyma nie jest tylko ta, której dana jest druga szansa. To również miłość, która trwa przy ukochanej osobie ofiarując jej to, na co pozwalają możliwości, gdy już wszystko utracone. Bo najcenniejszą rzeczą, którą możemy podarować drugiemu człowiekowi jest modlitwa w jego intencji. Nie żałuję poświęconego czasu, choć na ten moment nie rozumiem dlaczego tak wyglądała moja droga, skąd pochodziła moja wiara i nadzieja, i dlaczego Bóg nie zabrał tego uczucia, kiedy prosiłam żeby zniknęło wszystko co nie pochodzi od niego. Mój ukochany wziął ślub. Już nigdy nie będzie mi dane powiedzieć mu prosto w oczy, że go kocham i wszystko wybaczam, ale wciąż będę się za niego modlić licząc na to, że chociaż w ten sposób będę mogła być dla niego niewidocznym wsparciem i towarzyszką życia.Jest mi ciężko...Właściwie nie wiem jak jutro wrócę do pracy...Czy dam radę spojrzeć na Marka, który przypomina mi mężczyznę mojego życia....Prawdziwa miłość istnieje, ja jej doświadczyłam. I właściwie...mimo wszystko jestem ogromnie wdzięczna, że Bóg postawił tego cudownego człowieka na mojej drodze. Dziś jeszcze bardziej żałuję każdej naszej kłótni i bezsensownie zmarnowanego czasu. Zawsze będę Cię kochać, Mariuszu...

Waleczna .

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło