Nie pierwszy raz.

30.12.2017 12:08:39

Tytuł wpisu może być nieco intrygujący, ale nie będę tu pisać o tym, o czym wielu z Was pewnie pomyślało ;-)Dzisiaj po przebudzeniu, odkopałam na skrzynce mailowej wiadomości sprzed 1.5 roku, które wymieniałam z Moim obecnie już Mężem. Kobiety mają tendencję do rozgrzebywania spraw z przeszłości, nic na to nie zaradzimy. Ale nie zrobiłam tego w złych zamiarach, po prostu zatęskniłam za tymi pięknymi początkami związku, tą chęcią pokazania jak Nam na sobie zależy. Nie pierwszy raz otworzyłam folder pod nazwą MIŁOŚĆ na swojej poczcie i nie pierwszy raz, czytając tych kilka zdań sklejonych w całość, poleciały mi łzy. O hormonach tu już mówić nie możemy, tak mi się przynajmniej wydaje. Koniec ciąży jest raczej trudny fizycznie niż psychicznie. Przyjmijmy więc teorię, że jestem na tyle wrażliwa by zalać się łzami czytając wyznania od miłości swojego życia. Nie pierwszy raz uświadomiłam sobie, że chciałabym aby ten okres pięknej, kwitnącej miłości (co nie oznacza, że moja miłość jest już brzydka i przekwitnięta) trwała dłużej niż oboje na to pozwoliliśmy. W Naszym wspólnym życiu wszystko bardzo szybko się potoczyło, o czym pisałam już wcześniej. Wiadomo, że człowiek chce by to co dobre i przyjemne trwało jak najdłużej. W moim przypadku nie do końca tak jest. Nie zależy mi na tym by piękne chwile trwały w nieskończoność, ale aby sam etap poznawania się, zabiegania o siebie, starania się, trwał dłużej niż Nasz. Pozwoliliśmy dojrzałości wziąć górę nad wszystkim. Czy naprawdę człowiek tak szybko chce się stać dorosłym? Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mnie to przeraża i dochodzę do głębszych refleksji jak człowiek może być zaślepiony i głuchy na słowa innych, które doradzają by się z tą dorosłością nie spieszyć. Strasznie brakuje mi tych wspólnych chwil, kiedy beztrosko mogliśmy sobie wyznaczyć cel podróży i go zrealizować. Nie wiem nawet w jakim punkcie podjęliśmy decyzje, że lepiej od razu zagrać w otwarte karty i zaangażować się w 100%. Pogubiłam się, ale teraz wiem, że gdybym mogła wrócić do maja zeszłego roku, to na pewno rozegrałabym to inaczej. Nie oznacza to, że załuję tego co mam w chwili obecnej, żałuję tylko, że nie zdążyłam nacieszyć się Jego miłością na etapie poznawania, nie zachłysnęłam się nią do ostatniego tchu, nie czerpałam z niej jak najwięcej i jak najdłużej, tego mi brakuje. Słów, pieszczot, innego podejścia do siebie. Teraz mam słowa, pieszczoty i podejście typu Mąż- Żona, ale to nie to samo, nic mi tego głodu nie zaspokoi. Chociaż...jest pewien sposób by się tym napawać na nowo. Nikt nie określił pewnych ram ani w związku ani w małżeństwie, więc dlaczego by nie spróbować przywrócić tego co Nam brakuje w obecnym etapie Naszego życia? Spróbuję to rozważyć po narodzinach Małej :-)I na pewno dam Wam znać co mi z tego przyszło. Zresztą...nie pierwszy raz.

Realistka .

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło