Nie jestem w pełni szczęśliwa.

23.03.2018 15:26:05

Wczorajszy dzień był dla mnie i dla M. miłym zaskoczeniem. Wrócił z pracy, napił się kawki i mieliśmy jechać na zakupy, wrócić, poćwiczyć i poleżeć. Przed wyjściem do sklepu ktoś zadzwonił do drzwi, z nikim się nie umawialiśmy, więc nie wiedzieliśmy kto to będzie... M. otworzył drzwi a tam Mateusz...

(Mateusz mieszka od kilku lat i pracuje w Anglii, jest najlepszym kumplem mojego M. strsznie go polubiłam. Pisałam z nim kilka dni temu i mówił, że zleci dopiero na czerwiec, na wakacje, więc to był szok, że zobaczyliśmy go w drzwiach).

M. doznał szoku i zaraz zamknął te drzwi, ja stałam z ustami otworzonymi i byłam w kompletnym szoku. Przez chwilę byłam zła na Mateusza,że nie dał znać że zlatuje, byśmy się przyszykowali, posprzatąli w pokoju czy coś. Ale on chciał zrobić nam niespodziankę i strasznie się cieszę. On jest naprawdę zajebisty. Od razu nagadać się nie mogliśmy, bo pół roku go nie widzieliśmy to wiadomo jak jest. Pojechaliśmy na te zakupy, potem M. ćwiczył a ja poszłam się myć, bo mieliśmy plan skoczyć na bilarda. Mateusz chciał się napić ze mną powitalne kamikadze, ale ja że dieta wahalam się, ale mój M. powiedział że nic mi nie będzie jak się trochę napiję, bo przez ten ponad miesiąc diety jeszcze nie "zgrzeszyliśmy". Więc napiłam się z nim, wzieliśmy jeszcze jednego takiego Bartka i było okej. Pograliśmy, pośmialiśmy się....

Gdy Bartek z Mateuszem grali partyjkę, ja siedziałam z moim M. i gadaliśmy, bo doszło do delikatnego zgrzytu między nami. Ale nie pokłóciliśmy się. Powiedziałam mu, żeby mnie lepiej pocałował. No to pocałował szybko i koniec. Mówię mu "jeszcze mnie pocałuj". A on z tesktem "w domku".

Tak mi się przykro zrobiło... w szczególności że już od dłuższego czasu tak mnie odsuwa od siebie i nie wiem czemu. Już to coś między nami zgasło, nie ma już tej chemii, nie zależy mu tak jak kiedyś, nie jestem jego wymarzoną laską tylko taką co się napatoczyła... tak się czuję.

Dzień wcześniej jak wracałam z uczelni naprzeciwko mnie siedziała para zakochanych, ciągle się całowali, dotykali... głaskali. W POCIĄGU. Nie zważali na nic, widzieli jakby tylko siebie. Chłopak ciągle się wtulał w jej szyję i ją całował... było mi tak kurewsko przykro. Jak wysiadłam z pociągu po drodze płakałam, zazdrościłam strasznie tej dziewczynie.. Chciałabym, żeby mój M. też mnie tak długo i często całował, wszędzie, nie tylko w domu. Żebym liczyła się tylko ja... ale mogę o tym pomarzyć.

Napisałam M. o tej parze. Odpisał, że my całujemy się lepiej. Nie chciałam już drążyć tego tematu, żeby się nie pokłócić w takcie gdy on jest w pracy. Jak wrócił to chwilę o tym pogadaliśmy. M. mówił, że przecież my też się wszędzie i zawsze całujemy. Ja tak nie uważam, ale jakoś udało mu się że mu w to uwierzyłam. I sądziłam, że tak jest....

ALe wczorajsza sytuacja pokazała mi, że jednak tak nie jest. Nie potrafił poświęcić nawet 30 sekund żeby mnie z czułością pocałować tylko mnie zgasił tym tesktem że "w domku". A to już tam nie mogłam go pocałować? Bo co? Bo kurwa ludzie się będą patrzeć? A co mnie ludzie obchodzą? eh... tak mi przykro strasznie.... tak mnie to boli... mieliśmy o tym potem pogadać, no i zaczelismy. Przeprosił i powiedział że tylko ja się liczę PRZECIEŻ WIESZ. No tak wiem, domyślam się, no bo sam mi tego nie mówi.... potem się dobierał do mnie, skonczylo sie to seksem i poszlismy spać. Tak mi źle z tym wszystkim... On myśli że seksem mnie udobrucha,szkoda tylko że jak ja chcę to mi mówi, że wieczorkiem... a i tak do tego nie dochodzi, a jak on chce a ja mu mówię nie to i tak to robi. Naprawdę mam dosyć tego wszystkiego, ciągłego płaczu. Nie jestem szczęśliwa w takim związku.

Dzisiaj miałam popisać notatki, ale od rana walę smutem i nie mam na nic ochoty. Dobrze, że mam wolne na uczelni. Od rana mam strasznego doła, więc weszłam na czat 6obcy, chciałam z kimś popisać o wszystkim i o niczym, mogłaby być to dziewczyna lub chłopak. Byle kto. Chciałam po prostu się wyżalić komuś, bo nie mam nikogo w sumie... I pierwszy wylosował się chłopak. Tomek.

Nie wiem co mam powiedzieć, po prostu nikt mnie tak nie zrozumiał jak on... przeszliśmy na gg i pisaliśmy od rana... Stwierdził, że ja nie jestem szczęśliwa w tym związku, że powinnam zostawić M. bo on mnie nie szanuje. Nie powiedział mi nic nowego, ja to wiem, po prostu nie dopuszczam do siebie tych myśli... Ale gdy on mi to napisał, stwierdziłam że chyba tak jest skoro obca osoba z moich opowieści tak wywnioskowała... Napisałam mu wszystko, miałam takiego doła że nie zależało mi kto jest po drugiej stronie ekranu, czy jakis stary gosciu, czy babka, czy dzieciak. Chciałam wylać wszystkie swoje żale i tak się stało. Zrozumiał mnie, wcale nie pocieszał tylko porozmawiał i uczciwie powiedział co o tym sądzi. I dodał, że gdyby miał taką dziewczynę jak ja to byłby najszczęśliwszy na świecie. Takie miłe słowa.... Szkoda, że od swojego chłopaka nie słyszałam ich od X czasu... BArdzo mi się z nim fajnie pisze, nie, nie chce zdradzić M. Ciągle TOmkowi piszę, ale wiesz mam chłopaka itd. Ciągle mu piszę, że kocham M. ale nie potrafię tak dłużej... Po prostu trafił mi się akurat on, jak grom z jasnego nieba. Który idealnie mnie rozumie, jakby znał mnie w chuj czasu.

Teraz pojechał na uczelnię a ja ciąglę myślę o tym co mi napisał...

Wiem to, że nie potrafię odejść od M., jestem słaba i uzależniona od niego. NIe mam gdzie wrócić, bo rodzice powiedzieli że spowrotem do domu mnie nie przyjmią..

Kilka dni temu gadałam z M. o przyszłości, że niedługo trzeba by myśleć o ślubie, o wspólnym mieszkaniu. Stwierdził, że jest na to czas. Boli mnie to, że nie gada ze mną o przyszłości. Jesteśmy prawie 4 lata razem, myślałam że on wiąże ze mną przyszłość, coraz bardziej się boję że nie.. Nigdy nie powiedział mi tak z dupy, że chciałby żebym została jego żoną. Chyba, że go spytam o to, wtedy powie ze tak. Ale sam z siebie nigdy. Może na początku, pierwszy rok naszego związku... Potem jakoś wszystko wygasło... Boli mnie to, bo wszystkie inne rzeczy planuje na przyszłość. Np. wczoraj gadał z tym Mateuszem o eclipse, że trzeba będzie pomyśleć żeby włożyć jakiś lepszy kompresor do autka czy coś. Ogólnie ciągle nawet mi mówi, że planuje niedługo zrobić to w aucie i to, mimo że kasy nie mamy to on mówi "musimy przyoszczędzić żeby zrobić do auta blabla". Nigdy nie powiedział "musimy przysozzcedzic kasy na nasze mieszkanie albo na ślub w przyszłości". NIgdy.... ;((((((((((

Nigdy nic mi nie mówił, że planuje coś ze mną. Tylko auto i auto... Tylko to się liczy nic więcej... Jego plany z tym związane, żeby autko była igiełka i tyle... to tak boli.... bo nie musi się mi oświadczać już teraz w tej chwili, miłoby było gdyby powiedział "kochanie chcę ci się oświadczyć niedługo" cokolwiek... albo takie głupie "kochanie wyjdz za mnie". Tak by miło na serduszku było... Już ze 2 lata temu mieliśmy sobie kłódkę z naszymi inicjałami zwiesić na moście w krakowie, wrocku lub częstochowie. Mówił, że zrobi mi niespodziankę. Przypomniałam mu w ciągu tych 2 lat kilkanaście razy, mówił tylko, że zamówimy sobie i zawiesimy.... Dalej nic. Mam dosyć ciągłego przypominania mu o wszystkim... przypominania mu o mnie, że ja istnieję i żeby zwrócił na mnie uwagę ;((( czuję się odepchnięta przez życie, i przez niego.. jestem straszliwie samotna.... kiedyś przestałam się ciąć dla niego a teraz znów mam te myśli... znów myślę tylko co by było gdyby mnie nie było... częściej myślę o tym jak odejść z tego świata, płaczę codziennie.... Bo nikt mnie nie docenia i nie szanuje. Zaczełam cwiczyc dla niego!!!!! Żeby schudnać i żeby na plazy gapił sie tylko na mnie nie na inne sztyczne laski... i mimo że mam małe cycki i w mojej opinii jestem brzydka to bym chciała żeby własnie ode mnie nie mógl oderwać wzroku i się cieszył że ma taką super zajebistą laskę obok siebie... ale tego nigdy nie będzie. Bo on awsze gapi się na ludzi, jak gdzieś idziemy a na plazy to juz wgl. Ja widze ze gapi sie na inne laski mimo że on zaprzecza, ale mi jest w srodku strasznie przykro bo ide z nim za reke a on patrzy sie na inne... gdzie jak mijamy inne pary to facet nie odrywa od dziewczyny wzroku, ciagle z nia gada, wyglupiaja sie, caluja.... ja jestem takim jebanym popychadłem, smieciem nic nie znaczacym... mnie od poczatku nikt nie szanowal, poczynajac od rodzicow i najwidoczniej tak juz zostanie... nie zasluguje na pelnie szczescia, tylko czemu? co ja w zyciu takiego zlego zrobilam, że nikt mnie nie potrafi docenić i szanować. Zwłaszcza mój chłopak, ktorego kocham ponad zycie i wszystko bym oddała zeby tylko byl szczesliwy. Wszystko dla niego zrobie..

////pisałam pod wplywem płaczu i silnych emocji, przepraszam Cię M. przepraszam kurwa wszystkich, że się narodziłam.... ;((((

Hopeless .

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło