"Drzewo nie smagane wiatrem...."

15.02.2018 17:44:51

Drzewo w młodości nie smagane wiatrem ma słabe korzenie i przy pierwszej burzy zostanie powalone, zwierzę, które w niewoli miało zaspokajane wszystkie potrzeby nie poradzi sobie z życiem na wolności. Podobnie jest z człowiekiem. Jeżeli zapewnimy dziecku idealną opiekę, pieniądze i dostatnie życie, to nie poradzi sobie sam z najmniejszymi trudnościami. Wiadomo, że każda skrajność jest zła, jednak trzeba pozwolić dziecku się rozwijać. Idealne warunki i zaspokojone wszystkie potrzeb blokuje rozwój. Nie możemy zrobić wszystkiego za dziecko, nie możemy przeżyć życia za niego. System wychowania, który zastosowano na mnie, gdy byłem dzieckiem pozwala mi odnaleźć i dać sobie radę w każdej sytuacji. Jednak nie jestem za to wdzięczny. Jeżeli miałbym porównać się do drzewa, to nie straszna mi jest żadna burza, a jeżeli miałbym porównać się do zwierzęcia, to jestem jak zbity pies. Świetnie radzę sobie zarówno w niewoli jak i na wolności. Potrafię odnaleźć się w każdych warunkach, jednak jak każdy mam swoją słabość. Gdy ktoś okaże mi trochę miłości, dobroci i zainteresowania, rzeczy, których nigdy nie doświadczyłem, to staję się bezbronnym dzieckiem. Nienawidzę tego uczucia, a jednocześnie całym sobą pragnę i szukam kogoś kto mnie pokocha. Nie dane mi było doświadczyć czym jest milość rodziców do dziecka, a to, że nigdy nie byłem w związku sprawia, że nie wiem jak kochać. Obejrzałem wiele komedii romantycznych, z których czerpię swoją wiedzę. Jednak wszystko wychodzi sztucznie, nieprawdziwie. Jednocześnie czuję coś w środku, a gdy próbuję to okazać, to traci to cały swój urok. Jestem przygotowany to radzenia sobie jako bezdomny, do poradzenia sobie w więzieniu, wiem jak legalnie i nielegalnie zdobywać pieniądze, wiem jak zachować się w sytuacjach konfliktowych, potrafię się bić, stanąć w cudzej obronie, zaryzykować swoją pozycję społeczną, żeby bronić swoje ideały... Ale nie potrafię pozwolić się kochać. To mój największy problem. W nadmiarze teorytycznych sytuacji, do których przygotowali mnie rodzice, z którymi potrafię sobie poradzić, nikt nie pokazał mi jak się kocha, nikt nie pokazał jak to jest być kochanym. Potrafię sobie radzić z problemami, ale nie potrafię poradzić sobie z czymś co dla innych jest naturalne, boję się tego, boję się zostać zranionym. Nie potrafię zaufać, a bez zaufania nie ma szans na milość. Dla mnie zaufanie oznacza, to, że pozwalam się komuś skrzywdzić, otwieram się na niego i jednocześnie wierzę, że tego nie zrobi. Być może mam pecha, a być może wina leży gdzieś indziej, jednak niegdy nie spotkałem osoby, która mogąc, nie wykorzystałaby okazji i by mnie nie skrzywdziła. Moje zaufanie od zawsze obraca się przeciwko mnie. Nauczyłem się nie ufać.

Tomasz Księżarczyk

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło