tylko nadzieja może nas ocalić.

28.11.2017 16:21:49

Drogi pamiętniku,

jem, żyje, oddycham. Budzę się i myślę sobie, że to kolejny piękny dzień... tak jak robiłam co rano. Ale nie... zaraz sobie przypominam, że aktualnie nic nie jest w porządku, nic nie wydaje mi się piękne. Dzisiaj pół dnia przesiedziałam przed oknem i patrzyłam na plac zabaw. Dzieci, które nie mogą wychodzić ze szpitala uważają, że to najweselsze miejsce tutaj... . Nie mogę się z nimi zgodzić. Plac zabaw wygląda jak opuszczony, obdrapane farby itd, ale kiedy one wnoszą tam swój śmiech, energie, wszystko jakby ożywa. To piękne jak te dzieciaki potrafią się śmiać, mimo bólu... przecież większość, tych na prawdę chorych, nie poznaje prawdziwego świata... podziwiam je. To moje nowe hobby, patrzenie na te maluchy. Właściwie wszystko jest lepsze od myślenia, a telewizja nie odciąga mojej uwagi. Kto by pomyślał, że to dopiero trzeci dzień tutaj? W tym okropnym miejscu!.

Dziadzio obiecał przywieźć mi jutro kilka ksiązek, chociaż nwm czy skupię się na nauce... oraz mój laptop... jestem ciekawa czy moje przyjaciółki już się dowiedziały, bo na razie żadna mnie nie odwiedziła... . Dzisiaj za to przywiózł mojego brata. Biedaczek, jest cały w nerwach. Przytulił mnie na powitanie tak mocno, że o mały włos nie wyplułam płuc. Kto by pomyślał... zazwyczaj to ja go przytulam, a on udaje, że chce mi uciec. Ale tak to jest między rodzeństwem :). Siedziałam z nim u mnie na sali. Tak sie składa, że jestem tam jedynym pacjentem. Graliśmy w jakąś planszówkę, nawet nie zapamiętałam nazwy. Kurczę, ale się za nim stęskniłam. Ja wiem, że mówię o tym jakby nie wiadomo, ile czasu minęło. Widziałam go dwa dni temu... ale od tamtego czasu... teraz dzielą mnie tysiące lat świetlnych. Tak wiele się wydarzyło... i kiedy muszę przechodzić przez to sama, nie uciec do mamy albo taty i poprosić o radę, wsparcie... to mam wrażenie, że wszystko jest po stokroć trudniejsze i czuję się samotna. Tak samotna, że jakiekolwiek odwiedziny dają mi chwilę wytchnienia. Na szczęście niedługo wracam do domu... . Na szczęście... chociaż czuję, że będę i tak przychodziła tutaj codziennie. Nie zostawię rodziców. Martwię się. Na razie żadnej poprawy. Pielęgniarka mówi, żebym nie męczyła mamy i nie denerwowała samej siebie. Jak mam ją męczyć, skoro ona i tak się nawet nie budzi? co się może stać od mojego siedzenia w jej pokoju? zaraz pójdę odwiedzić tatę, doktor powiedział, że się dziś lekko uśmiechnął. Jest chyba tylko w wielkim szoku i ma jakieś wstrząśnięcie mózgu i złamane żebra. Doktor mówi, że nic mu nie będzie, tylko jest bezsilny, dlatego ciągle leży i śpi. Muszę mu opowiedzieć jak mój brat sobie radzi. Na pewno na wieść o nim się trochę ożywi. Wiem, że musi odpoczywać...

jakoś to wytrzymam.

wciąż jest we mnie nadzieja!.

Fantastka :)

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło