,,tam gdzie nie ma dzieci, brakuje nieba"

29.11.2017 20:04:20

Drogi pamiętniku,

Dziś rano odwiedziła mnie moja przyjaciółka. Już dawno nie spałam, a ona zaczynała lekcje na 10. Mój brat jej dziś rano powiedział, jak po raz 100 dzwoniła na moją komórkę, ale powiedziałam, żeby nie przekazywała tego dalej. Po tym tygodniu mają mnie wypuścić. To jakiś cud, bo... własciwie nie doznałam żadnych obrażeń. Jestem tylko obolała i posiniaczona, ale nawet o tym nie myśle, nie mam czasu na myślenie o sobie.

Kiedy już odwiedziłam tatę i zajrzałam na chwilę do mamy ( żadnych zmian) pomyślałam sobie, że zapytam pielęgniarki gdzie jest oddział dziecięcy. W końcu i tak bez celu włóczę się po tych korytarzach, bo nie mogę usiedzieć w sali. Powiedziała, że mogę pójśc do nich na świetlicę. Kurczę, ile tam było dzieci. Zdrowszych lub bardziej wyniszczonych przez chorobę, z rodzicami lub bez, starszych i młodszych. Widać było, że są zmęczeni, smutni lub znudzeni, niektórzy pewnie byli tacy pod wpływem leków, ale jednak każdy się czymś zajmował, grał, malował... . Patrzyłam na nich przez szybę, nie wiem dlaczego, ale zawachałam się przed wejściem. Przyjdę. Na pewno do nich przyjdę. Może wezmę tę grę, w którą grałam z bratem. Ale jakoś... tak nie chciałam zburzyć tego ich skupienia, gdyby chociaż jedno dziecko siedziało samotnie, smutne w kącie, na pewno bym się nie wachała. Nie ukrywam, że nie jestem zbyt śmiała i wydaje mi się, że nie jestem najlepszą opiekunką do dzieci, ale gdybym widziała sposób, w który mogę im pomóc... na pewno bym to zrobiła.

Zawsze się bałam szpitali.

Nie ukrywam tego, to było płytkie. Bałam się i robiło mi się smutno kiedy widziałam tych wszystkich biednych ludzi. Robiło mi się przykro, że ktoś musi wgl przechodzić przez choroby itd, nie może żyć normalnie, musi cierpieć..., ale jakoś nigdy nie wpadłam na to, że można coś dla nich zrobić. No, bo co na przykład? Nie wyleczę ich, nie sprawię, że ozdrowieją, a to jednak obcy ludzie. Ale kiedy patrzę na te dzieciaki, widzę że oni wcale nie potrzebują tak dużo do szczęścia. Na pewno chciałyby być zdrowe i pewnie większość z nich stąd wyjdzie, w końcu nie jesteśmy w hospicjum tylko w normalnym szpitalu, ale kiedy patrze na niektóre... wiem, że dla nich liczy się każdy dzień. I tak bardzo bym chciała, żeby byli szczęśliwi. Zastanowie się nad tym. W końcu wszystko jest lepsze od tej czarnej dziury pesymistycznych myśli. Pisanie też pozwala mi zapomnieć. Niby ciągle gadam o szpitalu i wspominam o tym wszystkim, ale jednocześnie.... jednocześnie daje mi to spokój i ukojenie, moje myśli schodzą choć na chwilę na inne tory, chociaż mam to ciągle w głowie, nie wiedziałam nawet, że można tak równocześnie o czymś myśleć.

Fantastka :)

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło