deska ratunku

03.12.2017 14:36:50

Drogi pamiętniku,

pierwsze dni grudnia i wszedzie od razu wszyscy na siłę chcą zrobić świąteczną atmosferę.Nie ukrywam, że ozdoby świąteczne w sklepach w listopadzie trochę działały mi na nerwy... w końcu psują tą całą atmosferę, uwielbiam grudzień, przygotowania do świąt, adwent. Ale dlatego, że czekam na nie cały rok, znów chce to poczuć... .

Te święta mogą być jednym wielkim koszmarem.

Kojarzą mi się z rodzinnym spotkaniem, rodzinną atmosferą itd..., a jak na razie nie wiadomo czy moja rodzina wgl wyjdzie na święta ze szpitala. Jestem jednak dobrej myśli. Ja dostałam przepustkę już dzisiaj, jadę do domu za kilka godzin. Teraz jednak siedzę sobie w sali taty i patrzę jak śpi.

Dziś rano pielęgniarka mnie obudziła i zawołała, bo zaczął o mnie pytać. To było takie kochane. Taki promyczek nadziei od razu z rana. Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam od razu do niego. Od razu lepiej wyglądał. Siedział i nawet się uśmiechał. Czuje ból, bo jest cały poobijany i trochę połamany, ale już wróciła mu cała pamięć, minął szok i ma więcej sił, więc nie leży i nie śpi w kółko. Rozmawiał ze mną, pytał o to jak się czuję, czy dam radę wrócić do szkoły, jak się czuje mama. Opowiedziałam mu o dzieciach z oddziału i o starym placu zabaw i o tym jak Michał mnie odwiedził... mówiłam mu o tym już, kiedy do niego przychodziłam przez ten tydzeń, ale on mówi, że nic nie pamięta. Dobrze, że wrócił do nas. Bo chociaż lekarze mówili, że jego obrażenia, nie są aż tak poważne... to jednak to było trochę niepokojące. Jedynie na temat mamy nie mogłam za wiele powiedzieć. Lekarze nic mi nie chcą mówić. Mam wrażenie, że mnie omijają jak podchodzę pod drzwi, bo mają dosyć mojego męczenia. Ale już mnie do niej wpuszczają. Kiedy tak na nią patrzę... na taką kruchą, słabiutką... zresztą na tatę też... przecież to zawsze oni byli trzonem naszej rodziny. Tymi, którzy są silni. Opiekują się nami... . A teraz mam wrażenie, że to ja jestem tą najbardziej ogarniętą, która musi coś zrobić, tylko nie wie co... . Tak na prawdę jestem słaba. Rozsypuję się w środku za kazdym razem kiedy widzę smutną minę pielęgniarek. Ale wiem, że mama się nie podda, dlatego do niej tam chodzę, dlatego sobie to wywalczyłam. Mówię do niej..., może tata nic nie pamięta, ale może mamie to w czymś pomoże. Tata na pewno dojdzie do zdrowia..., mama musi walczyć. Ale to wszystko trwa. Mój brat w domu się martwi. Ja muszę wracać do szkoły. Ale może chociaż ta rozmowa pomoże w czymś mamie. Bo wszystkie ciocie i wujkowie, którzy nas odwiedzili nie zostali do niej wpuszczeni. Wzięłam sobie za punkt honoru mówić jej o wszystkim, żeby wiedziała, że warto żyć i że są ludzie, którzy za nią tęsknią i jej potrzebują.

Może naooglądałam się filmów.

Ale czy tonący nie łapie się wszystkiego co tylko wpadnie mu w ręce?

Fantastka :)

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło