Szczegolny rodzaj bolu

10.11.2017 23:43:38

Jestem chyba nie tylko fizyczna ale i psychiczna masochistka. Wszystkie rany z czasem sie goja i tez te niefizyczne. Blizna moze przypomniec o przeszlosci ale drugi raz nie bede w stanie tego poczuc. Dopiero co zbieralam zewszad swoje kawalki, tak kurwa, ostatnie kawalki normalnej siebie bo dorwales mnie wlasnie wtedy, kiedy bylam najslabsza, bo zdazylam otworzyc sie, zauwac ci i w nas uwierzyc. I wtedy tez potrzebowalam cie najbardziej. Moze kogos, komu moglabym zaufac wogole ale byles tylko ty. Przez ostatni, troszke dluzszy kawalek czasu zdazylam sie nauczyc, ze nie ucze na bledach. Jesli karma jest taka suka to niech robi swoje ale ja to mam gdzies, po prostu zapomne o wszystkim. Zapomne w koncu jak przezywalam i co sie ze mna dzialo. Zapomne, ze krzywdzilam sie przez ten czas i teraz mam ze soba niemale problemy... Juz zapominam i akceptuje bardziej faktyczny stan rzeczy i wiem, ze tez cierpiales, tylko tez juz nie pamietasz... I nie zapomne tylko jak stwarzalismy sobie zludzenia, usilowalismy bawic sie w milosc i calkiem niezle nam to wychodzilo.... Nie jestesmy komputerami, informacje mieszaja nam sie i gubia gdzies albo wypieramy je sami swiadomie czy nie po czym czesto od nowa popelniamy te same bledy. Wiem, ze ty byles takim bledem ale chetnie popelnilabym ten sam blad znowu, i pewnie tak samo naiwnie i nierozsadnie jak wtedy. Chcialabym lepiej wiedziec co dla mnie dobre i potrafic o tym zdecydowac ale nie umiem, tego tez nie potrafie sie nauczyc. Wiec jesli zmienisz ktoregos dnia zdanie bedziesz wiedzial gdzie mnie znalezc a ja bede tylko udawac, ze przez caly ten czas na ciebie nie czekalam i nigdy nie czulam sie tak niekochana, nieporzadana, niedotknieta, nietwoja... Tak, jestem dosyc popaprana i dosc nieobliczalna ale uczucia nie maja nic wspolnego z logika, no i ja chyba lubie jak mi odpierdala, jak cierpie i moze to jeden z tych przyjemnych rodzajow bolu... To przynajmniej nie jest sztuczne, przenika mnie cala, czuje sie tym, co czuje w danej chwili, to takie realne... I przez to widze inaczej swiat, teraz inaczej, zaraz inaczej... jakis czas temu dzieki temu unosilam sie nad ta pierdolona ziemia, bylam boginia wlasnego zycia, nie wiedzialam, ze im wyzej tak sobie lece tym bolesniej jebne pozniej o ziemie albo jeszcze gorzej - o asfalt. I do teraz nie wiem czy to ze wciaz nie moge sie podniec i pozbierac do kupy to twoja czy moja zasluga? Moze po prostu urodzilismy sie spierdoleni i nigdy w zyciu nie powinnismy sie spotkac. Moze nic nie mozemy na to poradzic. Ja przeciez zawsze sie niszczylam. Nawet z moim cialem cos sie dzieje. Czemu wlasnie najgorzej teraz? Przypadek...? Powinnam o siebie dbac ale zeby sie chronic musialabym chyba odmawiac sobie wszystkiego co lubie. Jak moge lubic to co jest dla mnie dobre, jak nie lubie siebie i jak mam sie powoli nie wykanczac jak nawiedza mnie ta mysl od lat? Tak sie wlasnie zyje, kiedy czlowiek nie potrafi zalatwic sie raz a porzadnie. Oczywiscie chce zyc tylko wszystko ze mna nie tak, w mojej glowie... to jakis jeden, wielki blad. I wedlug tego ukladam sobie zycie, a raczej je rozpierdalam. Wedlug tego malego potworka, ktory we mnie siedzi i probuje mnie zniszczyc. Jest mi siebie zal kiedy mysle o niczemu nie winnej dziewczynce, ktora wydaje sie ze jeszcze tak nie dawno temu bylam. Jest mi przykro, ze niszcze jej zycie ale z drugiej strony - przeciez staram sie, czy jestem jakims zlym czlowiekiem? No i co zrobilam nie tak??? Ehh... i tylu wartosciowych facetow wokol a ja wybralam sobie takiego wlasnie psychopate, ktory pomoze mi sie wykanczac. I nie wiem dlaczego jego i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.

Suicide Blonde

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło