Na gorze roze, na dole bez, pije znow wino wiec nie mam co jesc

22.11.2017 16:38:39

Mam w sobie dziwna pustke, czuje sie niepelna, przy tobie tez zreszta sie tak czulam wiec to niewiele zmienia. Musze teraz sie pilnowac, pilnowac, zeby nie zaczac zapychac tej pustki jakims gownem, co wlasnie zdaje sie robic... Madrze byloby pozwolic sobie o tobie zapomniec i znalesc kogos w moim wieku, zamiast robic zmiany. Jak 19-letni chlopiec moglby byc kims, kogo moge chciec? Z drugiej strony, nawet nie probowalam zrobic z tej naszej przesmiesznej relacji czegos wielkiego i trwalego, niesmiertelnej milosci na ktora oczywiscie materialem nie jestes. Bedac przy tobie nie raz zastanawialam sie co my do cholery robimy i pewnie podobne rzeczy mysleli inni, ale teraz zastanawiam sie dlaczego to nie trwa, dlaczego nie chcesz mi siebie dac...? Przeciez nie jeden chcialby byc na twoim miejscu, chcialby mnie miec, ale ty nie, ty chciales czegos jeszcze wiecej. Chciales przyjaciolki, ktora ja nie moglabym byc, nie dlatego, ze nie chce ale za bardzo sie roznimy i nie bylibysmy sobie w stanie z ty poradzic, z samymi soba sobie nie radzimy, i ty, i ja, to musiala byc tragedia... /// Cala ta nuda i pustka sklania mnie do na prawde glupich refleksji, chodze codziennie ta ama ulica tego obrzydliwego miasta i roztapiam sie w deszczu, rozwalam. Chodzac tedy w zeszlym roku bylam cala w skowronkach bo obok wciaz byl ktos, kto mnie chcial i potrzebowal. Nie obok w ten sposob, zeby chodzic na spacery i trzymac sie za rece ale tak, ze wystarczyla prosta wiadomosc i byl moj... byl moim najlepszym antydepresantem, chociaz nigdy sie nie kochalismy, nie moglibysmy. A jednak to bylo takie prawdziwe i naturalne. I jakkolwiek glupio to wszstko nie wygladalo wiedzialam, ze to ok, i ile razy wszystko sie nie jebnie w koncu i tak bedziesz moj, to stalo sie naturalne, taki byl cykl, jak cykl dnia i nocy. Tylko za ktoryms razem dzien mi juz nie wstal, od tej pory rozgladam sie za nim ale nie potrafie dostrzec mojego slonca i boje sie, ze juz nie znajde drugiego takiego, ze nikt mi nie da tego co on... /// Wtedy wszystko bylo takie proste i bezproblemowe, bez marnotrwastwa czasu na chujowe rozmowy, bez robienia sobie zludzen i grania w zwiazki, w milosci - cos czego nigdy nie bylo dane mi poznac - i skoro raz sie na niej sparzylam teraz ciezko bedzie mi juz w nia uwierzyc. Bylam wolna i nikt nie robil mnie w chuja. A potem sparzylam sie na uczuciach bo trafilam na kogos, kto zaczal robic mi zludzenia, chcielismy wierzyc, ze to faktycznie cos i ze bedzie pieknie, chcielismy w jakis magiczny sposob sprawic, ze to bedzie trwac, dokarmialismy tego potwora. Taka wiara jaka mi to dalo tylko zawodzi a przywiazanie - prawdziwe czy udawane - boli i rodzi stek klamstw. Moglam myslec bardziej racjonalnie, moglam nie bac sie powiedziec, ze inaczej sobie nas wyobrazalam, moglam odrzec to z tych zludzen i spojrzec prawdzie w oczy ale chyba balam sie bo czulam, ze prawda jest brzydka. Prawda byla taka, ze poza tymi glupimi zludzeniami nie mielismy juz nic. Po co bylo wciskac sobie ten kit, ze jest inaczej, no po co...?

Suicide Blonde

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło