30 grudnia 2017

07.01.2018 12:57:14

Wiem o tym nie od dziś, nie od wczoraj. Ten problem narastał w naszej rodzinie od lat, aż w końcu tak w nią wrósł, że trudno jest mi już wierzyć, że wciąż da się coś z tym zrobić. Nauczyłam się z tym żyć, nauczyłam się to maskować: przed rodziną, przyjaciółki, kolegami z pracy, przed samą sobą. Ale kilka ostatnich wydarzeń po prostu nie pozwala mi dalej siedzieć z założonymi rękoma i udawać, że problem nie istnieje. Zaczęłam się go bać. Zaczęłam się nim brzydzić. Franuś też nie chce już spędzać czasu z ojcem. Nawet wtedy, kiedy Roman jest trzeźwy.

.

.

.

Nasz starszy syn już dawno ograniczył pobyt w domu do minimum. Widzę go najczęściej późnymi wieczorami, kiedy wraca i praktycznie od razu kładzie się do łóżka. Następnego dnia szybko się ogarnia, czasami coś przekąsi, chociaż zazwyczaj weźmie tylko pieniądze, żeby kupić sobie jedzenie w szkole i natychmiast wychodzi. Ale nie mam do niego żalu ani pretensji. Ciężko mu się dziwić. On też zdążył już przeżyć w domu piekło przez swojego ojca. „Wiem, że to przeze mnie, wiem że za niego wyszłaś, bo chciałaś zrobić wszystko tak, jak należy. Ale otwórz w końcu oczy, zobacz co się dzieje. Nie musi tak być już zawsze! Pomyśl o młodym, pomyśl o Franku!” – takimi słowami uraczył mnie mój starszy syn w zeszłym miesiącu. I właśnie te słowa zdjęły mi klapki z oczu. W końcu zrozumiałam, że nie mogę pozwolić na to, żeby Roman dalej niszczył naszą rodziną. Muszę coś zrobić, żeby chronić swoje dzieci.

Janina Nowak

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło