29 stycznia 2017

07.01.2018 14:01:15

A więc to już nowy rok, stary był dla mnie ciężki… Przeżyłam horror trwający kilka dni, akurat Roman miał wtedy wolne od dyżurów i popadł w tygodniowy cug… Nie mam już siły. Nie mogłam się zebrać, aby napisać coś więcej. Akurat dziś równo po miesiącu od ostatniego wpisu coś mnie natchnęło do pisania, to pewnie ta chwila spokoju. Terrorysta - tak czasem go nazywam - wrócił do pracy.

Poznaliśmy się na imprezie organizowanej przez oddział szpitala, na którym pracowałam. Roman przyszedł tam jako osoba towarzysząca, ale oboje przypadliśmy sobie do gustu. Po tej imprezie doszło do kilku spotkań. Nie mogłam mu się oprzeć, idealny facet, przystojny, wykształcony, dobry i szczery. Był wspaniałym mężczyzną, świata po za nim nie widziałam. Jednak na krótko po tym zaszłam w ciążę, więc nie zwlekaliśmy ze ślubem. Wszystko potoczyło się w ekspresowym tempie. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Nie miałam wobec nas żadnych wątpliwości.

Oboje dużo pracowaliśmy, mijaliśmy się w drzwiach wychodząc na dyżury, nawet w korytarzu szpitala widywaliśmy się tylko mgnieniem oka. Minęło już 20 lat, horror trwa około 18, jak ja to wytrzymałam? Sama siebie nie rozumiem, skąd we mnie tyle siły i odwagi…

.

.

.

Mój mąż Roman, trudny przypadek, inteligentny i kochający… owszem, ale nie mnie, nie nas… On pokochał alkohol, wszystko napędzało się jak lawina, jak ciężka lokomotywa z góry.

I wtedy, wtedy to się zaczęło, rzadziej zaczął przebywać w domu, brał coraz więcej dyżurów, uciekał od obowiązków domowych i ode mnie. Gdy zaczęły się kłopoty w pracy (błąd w sztuce lekarskiej) wrócił do mnie z podkulonym ogonem jak to zazwyczaj bywa, wtedy może trochę za bardzo go olałam, ale chciałam mu pokazać jak to boli. Nie miał już innej drogi ucieczki i zaczął się alkohol. Na początku chwilowe upojenia, po których potrafił się okrzesać, ale później...

Po porodzie wróciłam do domu taksówką, bo mój ukochany terrorysta nawet nie raczył nas odwiedzić, a potem się nami zająć. Widok jaki zastałam był odrażający, wtedy może nie miałam siły, by coś z tym zrobić, leżał nachlany w swoich fekaliach, na tyle sobie pozwolił.

Janina Nowak

Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło