Wszystko i nic

17.04.2018 13:04:51

Miało się zmienić wszystko po wyjściu ze szpitala, ale nie zmieniło się nic. Było lepiej. Przez chwilę. Parę dni, może tygondni, może nawet cały miesiąc, ale to wciąż za krótko. Przez ten czas nie pamiętałem bólu. Ciągle spałem. Nie wiedziałęm co się działo dookoła mnie. Nie pamiętałem kogo nienawidzę i kogo kocham. Nie pamiętałem co wydarzyło się wcześniej w domu. Nie pamiętałem Ciebie. Wtedy wydawało się prosto..nawet było, przecież tylko spałem i zastanawiałem się po co mnie tam trzymają. No, ale to byłoby zbyt piękne, prawda? Wyrwać się z życia, w którym skrzywdził Cię ktoś, Ty kogoś i wszystko jest białą kartką.

Wszystko mnie drażni. Znajomi, choć nie wielu ich już zostało. Z mojej winy? Pewnie tak, ale to mi nie przeszkadza. Nie zależy mi na tłumie ludzi obskakujących mnie i czekających, aż napijemy się pod koniec tygodnia.

Rodzina? Przecież z bratem nigdy się nie dgadywaliśmy. Nic dziwnego, że jak wszystko wróciło do względnej normy, to znowu się posypało... chociaż czy na pewno? Może wcale nie było lepiej, wszystko to tylko pozory i chęć uspokojenia sumienia, w razie czego.Siostra zawsze miała przeze mnie przechlapane. Przepraszam Cię za to, ale mi też nie było z tym łatwo. Nnie jest wcale fajnie być ciągle pilnowanym dzieckiem, na które rodzeństwo patrzy z wściekłością.

Rodzice? Wiem, że ich zawiodłem. Nie tego po mnie się spodziewali. Starają się, ale wiem jak jest. Chyba najgorzej znosi to mama. Przecież wybrała swój zawód, bo nie znosi kłamstwa i niesprawiedliwości ( to akurat lekka hipokryzja, bo przecież, choć nie do końca świadomie, sama jesteś niesprawiedliwa wobec własnych dzieci)....

Wszyscy mnie irytują. Jak jedzą, chodzą, patrzą na mnie. Najlepiej mi samemu ze sobą, a jednocześnie najgorzej, bo przecież to wtedy musisz sie ze sobą mierzyć. Widzisz wszystko, co zrobiłeś źle i nie ukryjesz tego, bo jestem jedyną osobą, której nigdy nie oszukam. Mogę sobie tłumaczyć to, co zrobiłem na milion sposobów, ale żaden nie będzie dostatecznie dobry, by powiedzieć sobie "tak, dlatego zrobiłem dobrze". Tak mi się wydawało wtedy, ale wtedy miałem w głowie głupie głosy i myśli. Wtedy myślałem, że kłamstwo będzie nim tylko przez chwilę, więc to w sumie drobne oszustwo. Przecież naprawdę miało mnie nie być. Wierzyłem, że tak będzie i chyba trochę tego chciałem. Trochę na to czekałem. Nie wyszło i może to taka kara, jak na ironię.

Jesteś jeszcze Ty. Co się z Tobą teraz dzieje? Pewnie z kimś jesteś. A może już nie. Może jesteś pomiędzy poprzednim a następnym. Nie uważam, żebyś zmieniała facetów jak rękawizki, chociaż myślałem tak kiedyś. Może się tak wydawać, ale jak już Cię poznałem dobrze, to widzę szerszy obraz. Starasz się wypełniać pustkę. Załatać czymś tę dziurę. Przede mną był nieodpowiedni, wiedziałem o tym, ale popchnąłem Cię do niego drugi raz. Było to głupie i teraz żałuję, ale przecież bez tego nie miałbym Cię później. Nie odkryłbym tego jaka jesteś i jak się myliłem co do Twojej osoby. Nie zakochałbym się. Chociaż teraz płacę za to nieprzespanymi nocami i czarnymi myślami, to i tak nie żałuję, bo w gruncie rzeczy tylko Ty wydobyłaś ze mnie rodzaj uczuć, których myślałem, że nie mam.

Tylko jak jest z Tobą? Chciałbym, żebyś też tak myślała i czuła. żebyś nie żałowała. Żebyś czuła, że Cię kochałem, tak szczerze, jak nikogo, ale nie mam pewności.

Jestem coraz bliżej tego, by do Ciebie podejść, ale nie wiem czy starczy mi odwagi, bo boję się, że dopiero wtedy złamię Ci serce...a może nie tego się boję? Może to strach, że okaże się, że to wszystko to tylko mój wymysł, a dla Ciebie to nie było nic poważnego, a informacja, że moje życie się kończy była dla Ciebie zwykłą ulgą.

Jest jeszcze ona. Nie zrobiła praktycznie nic. Zawsze można było na nią liczyć. Prosiłem by się zaopiekowała moją jedyną, gdy nie było mnie obok i pewnie trochę tak było.,aż sam zacząłem się o to wkurzać. Wiem, że jest twarda i na pewno nie pokazała po sobie nic, na zewnątrz. Ale jak jest z nią w środku? Po raz kolejny zachwiana ufność do ludzi. Byłem ostatnim komu ufała, przynajmniej tak mówiła i wierzę, że tak było, znając ją, choć tylko trochę, bo wiem, że cała nigdy się nie otworzy. Może ją zraniłem najbardziej i nie powinno tak się stać. To tylko dlatego, że chciałem chronić moją ukochaną, a przecież gdyby ona o tym wiedziała, to od razu by jej powiedziała. Nie wiem jak wyglądają jej relacje z innymi od tego czasu. Zamknęła się na innych? Na pewno zerwała kontakt z moim drogim przyjacielem. A mogło coś między nimi być. Oboje udawali, że nie, ale przecież widziałem. Kolejna relacja, którą zmarnowałem.

Myślałem, że robię dobrze, każdemu wyjdzie to na dobre, ale ostatecznie skrzywdziłem wszystkich. Osłabiłem lub zniszczyłem wiele więzi. Straciłem ukochaną, przyjaciółkę i przyjaciela. Ten ostatni niby jest koło mnie, ale czuję dystans. Wiem, że zawsze mi pomoże, ale nigdy już nie wesprze mnie słowem. Jest oschły. Pewnie za jakiś czas też sobie odpuści. Ciekawe, że to on był od początku przeciwny temu, abym z nią był, a później to on mówił, jakim jestem debilem, że zrobiłem jej coś takiego. Ostatecznie ucierpieli wszyscy, gdy to się wydało to nawet moi rodzice. Mam też ma do mnie dystans w pewnych sprawach. Widzę to i czuję jak nigdy w życiu. Chyba tylko ojciec został, jaki jest, najlepszy człowiek jakiego znam. Oparcie dla każdego, zawsze próbujący wczuć się w sytuację innych, ale nie głaszcze po głowie. Też powiedział mi swoje i szkoda, że nie posłuchałem go w porę. Mijają kolejne dni i coraz ciężej zrobić ten krok, ale kiedyś trzeba będzie. Świat jest za mały, aby nie trafić nigdy na żadne z Was. A może to będzie ten moment, który sprawi, że poczuję się lepiej?

Sam nie wiem co mi jest. Pozostałość po guzach? Nerwica? Depresja? Wszystko razem? Czy tylko ta pustka po uczuciu, które się zniszczyło?

Próbowałem sobie z tym radzić na wiele sposobów, ale ani przypadkowy seks, ani próby stworzenia związku bez uczucia nie przynoszą ulgi. Alkohol tym bardziej. Narkotyki? Zniszczyłyby mnie chyba do końca.

Wychodzi, że w dalszym ciągu czekać mam już tylko na śmierć i wszystko, co działo się przez ostatnie 3 lata było na marne. Ale co, jeśli potem wcale nie jest lżej? Jak nie mam racji i potem wcale nie ma pustki i niczego więcej?

Jeśli ktoś może powiedzieć, że przegrał życie i jest w martwym punkcie, to z pewnością jestem to ja.

M .

Komentarze:
2. M . 22:55:19 18.04.2018
Niby wiem i zawsze tak twierdziłem, starałem się tak tłumaczyć innym w dołku, ale jednak jak już jest się w takim punkcie to nie jest to takie proste i totalnie nie wiem co miałbym zrobić, by jakoś polepszyć swoją sytuację, żeby chociaż po prostu lepiej czuć się ze sobą, chociaż trochę.
1. Mrs N. 16:57:14 17.04.2018
Przegrywasz życie tylko w sytuacji, kiedy się poddajesz. Skoro widzisz swoje winy, to jest to połowa drogi do bycia szczęśliwym. Ostatnie, co będziesz musiał zrobić, to po prostu nauczyć wybaczać samemu sobie. Ludzie nieustannie dają dupy, raz są to najbliższe osoby, a raz my sami - ale pamiętaj, aby nigdy, ale to przenigdy się nie poddawać.
Aby zapewnić maksymalny komfort przeglądania ta witryna używa plików cookies (tzw. "ciasteczek"). Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na tet temat kliknij poniższy link. Aby ta informacja nie pojawiała się już więcej kliknij przycisk Akceptuję.
tło